Z dziennika leśnika - własność Zin, nie ruszać chyba że jesteś ZIN!

Usłyszane historie, wyśpiewane pieśni, wypowiedziane słowa, które utkwiły w pamięci osadników.
Zin Dzyn
Posty: 10
Rejestracja: czw 05 kwie 2018, 23:11

Z dziennika leśnika - własność Zin, nie ruszać chyba że jesteś ZIN!

Post autor: Zin Dzyn » sob 14 kwie 2018, 03:52

20 marca
Normalnie nie piszę na papierze swoich myśli, bo przekazuję je drzewom. One ich nie krytykują i nie oceniają, tylko pokornie przyjmują. Jednak tym razem było inaczej. Nie potrafiły zrozumieć tego co zaszło w osadzie. "Zdrada!" Krzyczały dęby, "profanacja" mówiły stare klony, "nieporozumienie" szeptały młode sosny. Nie mogły dojść do zgody w sprawie zdarzenia, które poróżniło mieszkańców. Spór rozchodził się o zamykanie na klucz swoich pracowni przez kilku rzemieślników, odcinając przy tym do nich dostęp, dla reszty mieszkańców. Zachwiana była wiara w towarzyszy, co w trakcie sporu wyszło na jaw. Wyszły też na wierzch niesenacki i ukrywane urazy duszone od dłuższego czasu.
Wszystko zaczęło się od wymiany zamków i daniu klucza każdemu z mieszkańców, by każdy mógł mieć dostęp do wspólnych dóbr oraz przesuniętej skrzyni. Gdy rzemieślnicy wrócili do pracowni zastali nowe zamki. Jedni zgodzili się z tym że wspólne dobro może wymagać większego zaufania wobec reszty osadników, jednak inni nie mogli uwierzyć w odebranie im ich pewnej prywatności i nie chcieli rozmawiać. Czarę goryczy przelało przestawienie skrzyni i pozostawienie w niej węgla, w obszarze wcześniej niedostępnym dla innych. Nie wytrzymał owy rzemieślnik, nie pogodził się z decyzjami innych i postanowił się wynieść czym prędzej. Nic nie dały próby podejścia i rozmowy. W szale zaczął wymachiwać włócznią odpędzając podchodzących do niego ludzi. To było potworne. Szalał ze złości i krzyczał "Jak ja nie mogę tego mieć tylko dla siebie, to nikt mieć nie będzie!" - czy jakoś tak, drzewa potrafią być bardzo nieprecyzyjne w swoich opisach - I porąbał drewniane rusztowania oraz pracownię. Zostawił po sobie tylko budynki hodowlane i kurniki oraz kilka kadzi. Resztę porąbał na wióry i spakował dobytek na wóz z zaprzęgniętym koniem.
I odjechał.
W wiosce pozostał zgrzyt i ciężka atmosfera. Spisuje te myśli bo nie dają mi spokoju. Drzewa szumią śpiewając:
"Odszedł pragnąc prywatności,
Lecz ten sen snuł w samotności.
Poszedł w las, daleko hen,
Osiadł tam i zasiał Len.
Niesmak pozostaje w duszy,
Ciekawe kogo to ruszy.
Co przyniesie los ten zgubny,
Czy to koniec pieśni nudny?
Czy nadzieja pozostaje,
Czy może tylko sprzątanie?
Skrzynka niezgody rządna,
Patrzy tylko kto zagląda."
Dość! Nie mogę zasnąć, ten jeden raz niech te głosy umilkną!

Zin Dzyn
Posty: 10
Rejestracja: czw 05 kwie 2018, 23:11

Re: Z dziennika leśnika - własność Zin, nie ruszać chyba że jesteś ZIN!

Post autor: Zin Dzyn » pn 16 kwie 2018, 00:48

1 Kwietnia
Kolejny nietypowy dzień, drzewa się obrażają za wycinanie tych co gadały głupoty. Nie rozumiem co się z nimi ostatnio dzieje, jakieś dziwne humorki mają a potem i tak wszystkie padają. Tak czy siak w osadzie dzisiaj miało miejsce zdarzenie. Budowniczy Riddock, który specjalnie lub przez pomyłkę wjechał w naszego kowala Bjorna, władcy i kata. Każdy zastygł. Nawet drzewa zawyły z przerażenia. No życie mu nie miłe. Bjorn wstał i ruszył za nim. Nie wiem co było dalej, wolałam nie patrzeć, ale było słychać krzyki dochodzące z oddali.
Po za tym zgoda zapadła między mieszkańcami i tymi co wyszli z wioski.
Drzewa znowu nie dają mi spać... znalazły sobie nową piosnkę którą śpiewają cały czas...
"Nie doceniłeś żywota swego,
Ryzykowałeś i przegrałeś kolego.
Połamany zostałeś na życzenie,
Było nie liczyć na Bjorna sumienie.
Lancą machałeś jak szalony,
Trafiłeś go i został on powalony.
Podniósł się z ziemi czerwony z wściekłości,
Z zamiarem jednym by połamać ci kości.
Ruszył na ciebie rzecz zrozumiała,
Krew w nim całym gorąca wrzała."
Cisza! bo was też zetnę! Ja posadziłam was dając wam życie i ja was mogę ściąć!

Zin Dzyn
Posty: 10
Rejestracja: czw 05 kwie 2018, 23:11

Re: Z dziennika leśnika - własność Zin, nie ruszać chyba że jesteś ZIN!

Post autor: Zin Dzyn » pn 16 kwie 2018, 18:58

5 Kwietnia
One znowu swoje!
Co za koszmarne znoje!
Śpiewać im się zachciało,
Chyba je ostro porąbało!

"W ludziach się krew gotuje,
Bandytów narwanych nic nie uratuje.
Wielu mieszkańców zemsty pożąda,
Zbiera siły i nikt lasów nie dogląda.
Kiedy to zwady ukrócić ktoś zdoła,
Bitki zaciekłej najwyższa przyjedzie pora.
Nawet ksiądz chytry woła na polowanie,
gdyż sam niedawno dostał od łotrów lanie.
..."
Resztę zagłuszyły konie,
zawiązane na linie.
Przez te drzewa rym mi się udziela,
Dość, koniec, dajcie mi trochę ziela!

Zin Dzyn
Posty: 10
Rejestracja: czw 05 kwie 2018, 23:11

Re: Z dziennika leśnika - własność Zin, nie ruszać chyba że jesteś ZIN!

Post autor: Zin Dzyn » czw 19 kwie 2018, 19:14

23 marca
Drzewa znalazły se nowy temat do śpiewów...
"Przyszedł klecha opasły i obłudny,
Co mu sakwy przez bandytów schudły.
Schował się w mieście Złotoryi,
By znów nie oglądać ich ryi.
Bjorn cały w bojowym nastroju,
Zwarty i gotowy ruszać do boju.
Usycha z tensknoty za polem bitewnym,
gdyż czeka za przeciwnikiem pewnym.
Ostrzy oręż swój okazały,
By ścinać jednym ruchem wszystkie kukły co zostały.
Każdy się boi Bjorna siły,
Bo nikt nie chce trafić do mogiły..."

W sumie... nawet przyjemna dla ucha ta piosnka, tym razem im wybaczę że mnie nią męczą.

Zin Dzyn
Posty: 10
Rejestracja: czw 05 kwie 2018, 23:11

Re: Z dziennika leśnika - własność Zin, nie ruszać chyba że jesteś ZIN!

Post autor: Zin Dzyn » pt 20 kwie 2018, 11:55

27 marca
Nie lubię rozmawiać z ludźmi, nie ufam im. Drzewa nie mają powodów do kłamstw, są szczere jak tylko się da. Tak szczere że aż boli. Kilka dni temu przybył przybysz do wioski. Jak zwykle zaszyłam się gdzieś w kącie i obserwowałam go z daleka. Mam ważniejsze rzeczy do roboty, niż gadanie z ludźmi. Ale tak się zdarzyło, że owy gość szukał kogoś i zapuścił się w okolice mojego lasu. Mówił coś do mnie, zrozumiałam że kogoś szuka, lasy zaczęły mi szeptać że coś mu dolega, że może głodny, sadzonki wiązu pomogą na jego dolegliwości. Setki głosów na raz. Stałam nic nie mówiąc, aż w końcu wyszeptałam zatykając uszy, że zaraz ogłuchnę. Jegomość odszedł dalej coś mówiąc. Nie zdążyłam nic mu powiedzieć. Zaczęłam go śledzić. Zebrałam po drodze liście wiązu i szłam dalej. Poszedł na pola obok karczmy. Ostrożnie zbliżałam się do niego. Ukryłam się za jabłonką na polu zbierając przy okazji jabłka. Okazało się że na polu był Dobromir, nasz główny zielarz i kucharz. Czasem zdarza mu się na nas testować swoje specyfiki dodając je do jedzenia. Efekty są różne... ale jednak umie leczyć rany oraz negatywne wyniki swoich eksperymentów.
Przybysz właśnie Dobromira szukał długoooo szukał, by ten go wyleczył. Gdy mnie mijali, spostrzegli moją postać. Minęli mnie i szli dalej na plac. Po drodze przybysz kilka razy usiadł na ziemi. Pomyślałam teraz jest dobra okazja. Dałam mu liście, jabłka i patrzyłam co zrobi. Popatrzył na mnie, na to co ma w dłoni, na mnie i jego oczy wyrażały niezrozumienie. Głosy znowu zaatakowały, krzyczały wręcz "On musi to zjeść!". By uciszyć głosy dałam mu do zrozumienia, że ma to zjeść i usiadłam obok. Zjadł idąc do Dobromira. Nie wiem czy mu pomogło. Chyba tak skoro nie wrócił. A może nie wrócił przez coś innego.. Lasy nic nie mówiły o wizycie kostuchy na wyspie... Są od tego czasu bardzo ciche, nawet nie śpiewają...

Zin Dzyn
Posty: 10
Rejestracja: czw 05 kwie 2018, 23:11

Re: Z dziennika leśnika - własność Zin, nie ruszać chyba że jesteś ZIN!

Post autor: Zin Dzyn » ndz 29 kwie 2018, 23:35

23 czerwca
Tyle było spokoju i znowu świergolą,
Myślą że mnie ich słowa zmylą.
Nie doczekanie wasze wy zatwardziałe pomioty!
Nie przejdą obojętnie, te wasze gnioty!
Obrazek
A ich piosnka tak leciała,
I cały dzień dzisiaj łkała:

"Krew koni leje się dzisiaj gęsto,
Czerwona, gorąca, to nie zdarza się często.
Święto dożynek odbyło się tego dnia,
Dla obfitych plonów i zbiorów uczczenia.
Krwią pola zostały bogato skropione,
Drzewa też dostały, bo są nią żywione.
Na placu ściele się gęsta i martwa tusza,
Bjorna silnego, jego rola kata nie rusza.
Tnie, rżnie z lubością na twarzy,
I nikt przerwać mu się nie odważy.
Święto odbyło się, bez problemu,
Wszystko, by dopiąć swego celu.
Abelard syn Bjorna, łzę odsłoni,
Z powodu ubicia jego licznych koni.
Dożynki skończone, ludzie się rozeszli,
A co niektórzy, smakiem się obeszli."
Obrazek
Zamilczcie, ja wam dobrze radzę,
inaczej na wasze miejsce, nowe zasadzę!
A uwierzcie mi zrobię to z wielką roskoszą,
W waszych słojach wyczytam co przeszłość głoszą.
Wszystko wyśledzę, każde zdarzenie i każde wasze przewinienie.
Nic nie umknie, a zrobię jak zdecyduję, wystarczy ino skinienie....

ODPOWIEDZ